Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 219 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Z literatury sudanskiej..oraz stosik

środa, 30 czerwca 2010 0:12
   Jestem swiezo po zapoznaniu sie z  wieloma recenzjami owej ksiazki na roznych portalach oraz blogach. Niestety, nie podzielam zachwytow nad ta ksiazka choc zaproszenie do malutkiej sudanskiej wioski przyjelam z wielka checia. Nic kompletnie nie wiem o tym kraju wiec nastawienie mialam pozytywne do czytania.
  Glowny bohater to Zajn - mysle ze mozna go przyrownac do polskiego "glupiego Jasia", ktory sterczy przy plocie lub pod sklepem spozyczym i gada do siebie - zawsze taki jeden w kazdej polskiej wiosce znajdzie sie, nieprawdaz? Zajn tez jest odmiencem, tyle, ze slynie z kochliwosci. Co chwile pala uczuciem do kolejnej kobiety. A uroda nie grzeszy. Ma dwa zeby i jest typowym szkaradnym brzydalem, wzbudza smiech i szydercze usmieszki. Pewnego dnia..roznosi sie na wiosce plotka, ze Zajn naprawde sie zeni..
  Ksiazka przedstawia obraz sudanskich zwyczajow, tradycji, lokalnych zmartwien spolecznosci i roznych zabobonow. Jak dla mnie, zbyt egzotycznie i niepociagajaco. Nie potrafilam wniknac w ten klimat, rozkoszowac sie urokiem kompletnie innej kultury i rzeczywistosci. Moze to styl, moze moje niedojrzalosc. Ksiazka zatem odbieram bardzo srednio.

Przyszla dzis przesylka z merlina. Tym razem zamowilam kilka ''cichych, nieznanych" ksiazek, oraz tuzin takich swietnych pisarzy, ktorych tworczosci nie mialam okazji jeszcze posmakowac, a powinnam, i troche mi wstyd, ze nie czytalam jeszcze: 
Joyce Carol Oates, Michal Viewegh, Margaret Atwood, Sandor Marai, Amoz Oz, Jerzy Pilch, Andrzej Stasiuk, Jose Luis Peixoto, Pawel Heuelle...oraz dwie ksiazki kucharskie Nigellii Lawson, z ktora juz gotowalam patrzac na ekran TVN Style, a przepisy ma proste i smaczne.. oraz biografie genialnej Marie Sklodowskiej- Curie, ktorej zycie ponoc bylo fascynujace i przejmujace.
  Mam nadzieje jeszcze w tym roku to wszystko przeczytac, choc nie wiem, czy mi sie uda, bo tyle innych ksiazek czeka w kolejce. No, ale zobaczy sie.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z literatury peruwianskiej..

wtorek, 29 czerwca 2010 8:54
 Mam za soba, w ubieglym roku, przyjemnosc pochloniecia "Ciotki Julii i Skryby" oraz "Pochwale Macochy". Obie lektury nie byly latwym kaskiem czytelniczym, ale urok, klimat i nienamacalne "to cos" Mario Vargas Llosy, wynagrodzily wszystko. Co wiecej, bede dalej czytac tego genialnego pisarza. W porownaniu do  dwoch przeczytanych dotychczas  ksiazek, "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" odbieram jako przyjemna, latwa w odbiorze lekture, ktora czyta sie zwinnie i szybko, a na kazdej stronie, opowiesc urzeka i wciaga tetniacymi emocjami.

Poraz pierwszy okladka jest dla mnie tak sugestywna. Ta kobieca twarz idealnie podzialala na moja wyobraznie. Dokladnie tak wyglada dla mnie tajemnicza dziewczynka, ktora pojawia sie w zyciu Ricarda juz w dziecinstwie, obdarzajac go malutkim klamstewkiem dotyczacym jej pochodzenia- tak na dzien dobry.Lato 1950 roku w Limie, to tylko male preludium do tysiecy tajemnic, klamstw, wymyslow, intryg, ktore beda otaczac tych dwoje. Niesamowita historia milosci na przestrzeni zmieniajacego sie swiata. Dwoje kochankow, ktorzy w wyniku roznych przypadkow, natykaja sie na siebie w roznych miejscach i krajach. Los ciagle placze ich sciezki. Ich historia nie oplywa w ckliwe momenty, a wrecz przeciwnie, bywa szorstka, cynicznie okrutna. Ricardo przez lata bedzie snic o swojej "chilijeczce", w koncu aby dac upust wszystkim uczuciom, zacznie pisac..

Swiadectwo uczucia, ktorego nie da wlozyc sie w zaden szablon. Na nic tu logika, trudno zrozumiec i wytlumaczyc. Ale taka bywa milosc- nietuzinkowa, barwna, dramatyczna i inspirujaca. Swietna ksiazka. Duzo pikanteri i niepowtarzalny styl wybitnego, peruwianskiego pisarza. A ja po cichu mam nadzieje, ze Mario Vargas Llosa dostanie w tym roku, w pazdzierniku, nagrode Nobla.
Przy okazji,  wszystkich tych, ktorzy wladaja jezykiem hiszpanskim, zachecam do obejrzenia na youtubie wywiadow z pisarzem- niesamowicie sie wypowiada na temat swoich ksiazek i swojego kraju.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Czytelnicze zwyczaje..

niedziela, 27 czerwca 2010 14:37
Kazdy z nas ma swoje wlasne zwyczaje czytelnicze, miejsze i wieksze, smieszne, logiczne i te niewytlumaczalne. Ale zawsze chyba, sa one czescia ''przyjemnosci". Oto moje:

  Nigdy nie czytam opisu z tylu okladki, tylko pobieznie pierwsze zdania. Lektura jest wieksza zagadka i smaczniejszym odkryciem.  Mysle, ze zwyczaj ten zwiazany jest z tym, ze kiedy pojawily sie na rynku piekne okladki, niejednokrotnie na tyle ksiazki przeczytalam cale jej streszczenie.
  A moze to pozostalosc z czasu, gdy bylam dzieckiem? Czasem tesknie za pozolklymi kartkami, za sztywnymi, czerwonymi lub zielonymi grzbietami. Takie byly w moim dziecinstwie, gdy buszowalam po Miejskiej Bibliotece, w ktorej smierdzialo wilgocia. Nie bylo okladek, ktore dzialaly na wyobraznie. Nigdy nie ogarnialam katalogow w drewnianych szafkach pod sciana, gdzie kazda ksiazka miala odrecznie przez pania bibliotekarke wypelniona karte i opis.
Lubilam i z checia udawalam sie z Edyta w zaciemniony, najdalszy kat regalu. Czytalysmy pierwsze kilka zdan i wiedzialysmy, czy "bierzemy czy nie". Usatysfakcjonowanie polowaniem nie trwalo dlugo, gdyz padal na nas blady strach " pani bibliotekarki". Jedna nie pozwalala brac tak wiele ksiazek, bedac typem kobiety, ktora pracowala za kare, inna wrecz sprawdzala co wybralysmy i opowiadala swoje wrazenia na temat tych ksiazek, co dla mlodych dziewczynek bylo czyms cudownym. W kazdym razie pamietam dramat oddawania ksiazek do biblioteki, szczegolnie, gdy pokochalam jakas calym sercem. Moze dlatego, w doroslym zyciu, ksiazki wylacznie kupuje.

  Moje koty upodobaly sobie porywanie zakladek do ksiazek. Mam rozne - dostaje najczesciej za darmo przy zakupie w ksiegarni,  mam kilka od meza, a ostatnio jest to pocztowka czarno-biala, przedstawiajaca Paryz.
  Bardzo rzadko placze, czytajac ksiazki. Na pewno nie dzieje sie to za pomoca tkliwej milosnej historyjki. Bardziej dotyka mnie sposob opisania jakiejs przelomowej sytuacji.  Ostatnim razem wzruszylam sie pochlaniajac ''The Gift" Cecelii Ahern. Mam nadzieje, ze ktos przetlumaczy wkrotce te ksiazke i bedzie ona znana polskim czytelnikom, ktorzy nie czytaja po angielsku.
  Ksiazki leza czesto na naszym stole w saloniku. Prawie serce mi staje, jak ktos na lekturze stawia mi kawe- interweniuje natychmiastowo. Od tego sa alabastrowe podstawki przywiezione z Turcji!
  Zawsze znajdzie sie ksiazka w mojej torebce. Gdziekolwiek lece, jade czy ide.
  Kiedy przychodzi paczka z merlina, wszystkie ksiazki wacham, dotykam, przekladam, ogladam. Nastepnie starannie podpisuje. Kolejnym krokiem jest umieszczenie ich w sypialni, by kilka dni pobyly przy mnie. Wtedy zostawiam kilka, ktore zamierzam w najblizszym czasie przeczytac, reszte zabieram na gore do swojej biblioteczki.
  Odkad na gorze mam pokoj-biblioteczke, nie jest tak, jak sobie wyobrazalam. Bylam przekonana, ze przyjemnosc bedzie jedna- ulozenie ksiazek na polkach  a z czasem dokladanie nastepnych. W rzeczywistosci jednak, co jakis czas, ciagle lektury przestawiam. A to wedlug alfabetu, autorow z  poszczegolnych krajow, wydawnictw, a czasem mieszam jak idzie. I mam radoche. Ciekawe, kiedy przestane.Tylko polka Noblistow sie nie zmienia. No i na szczescie, jeszcze najwiekszy regal swieci pustkami i jeden maly. Wiec wstawiac ksiazki jest gdzie- a to najwazniejsze.










Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Z literatury francuskiej..

piątek, 25 czerwca 2010 12:29
 Philippe Besson nalezy do moich ulubionych wspolczesnych pisarzy. W Polsce ukazalo sie szesc jego powiesci, i wlasnie ''Chlopiec z Wloch" jest szosta, ktora przeczytalam. Wiec na dzien dzisiejszy zostaje mi tylko czekac, a z pewnoscia jest na co, bo bedac w Paryzu trzy miesiace temu, widzialam jego nowa ksiazke na lotnisku.
Lektury tego francuskiego pisarza cechuje zwiezla forma- zawsze chude opowiesci oraz ten sam styl- potok mysli, wrazen, odczuc- z ktorych wylania sie obraz historii. Jezyk jest swietny. Zawsze. Poetycki ale i mocny. Prosty a zarazem bogaty. Kontrowersyjne tematy.

" Nazywam sie Luca i zniknalem. Dzwoje ludzi mnie poszukuje: Anna, moja przyjaciolka, pograzona w rozpaczy i  Leo, tajemniczy mlody czlowiek, ktorego czesto widuje sie w okolicach dworca kolejowego"

" Chlopiec z Wloch" to historia tajemniczej smierci Luca, opowiedziana z perspektywy jego samego, oraz dwojki przyjaciol. Niestety, poraz pierwszy, nie jestem zachwycona. Pokuszenie sie o watek kryminalny, nie byl moim zdaniem, pomyslem udanym. Czy smierc Luca to wypadek? Czy morderstwo? Ciezko mowic o wartkiej akcji, jesli cala powiesc to wywody mysleniowe trzech bohaterow, dzielenie wlosa na pol, filozofowanie na temat domyslow i jakie ma sie odczucia wzgledem tego. Ciekawym elementem sa na pewno spostrzezenia samego Luca, ktory jest martwy i lezy w ziemi. Nie jest to ksiazka glupia, nudna czy banalna. Absolutnie nie. Uwazam jednak, ze kryminal wymaga szybkiej akcji, a tutaj sie nie udalo.  Inaczej czyta sie taki styl narracyjny, jesli mamy do czynienia z powiescia obyczajowa- to rozumiem i Philippe Besson jest w tym swietny.Tutaj natomiast, pisarz wzniecil tak bardzo moja ciekawosc, ze brak informacji, odebral tej opowiesci urok.
W kazdym razie, czekam na siodma ksiazke tego pisarza, i mam nadzieje, ze jakas przyjazna duszyczka juz pracuje nad tlumaczeniem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

" Siedem pozarow mademoiselle" Esther Vilar

czwartek, 24 czerwca 2010 11:46
 Najzabawniejsza ksiazka, jaka przeczytalam w tym roku! Na domiar tego niebanalna, sarkastyczna, demaskujaca ''dorosly swiat mlodych kobiet".

 Carlota wraca do pewnego framentu swojego dziecinstwa- lata szescdziesiate ubieglego wieku. Jako corka dyplomaty, wraz z rodzicami przenosza sie do Stanow Zjednoczonych. Mama, w trosce o edukacje corki, zatrudnia guwernantke. I tak oto prosto z Francji, pojawia sie Madamoiselle. Mloda, olsniewajaco seksowna, piekna kobieta. Pali papierosy, slucha wieczorami Edith Piaf. Kazdy mezczyzna dostaje oczoplasow na jej widok.  Dwunastoletnia Carlota jest nadwyraz dojrzala, jak na swoj wiek, jej obserwacje i opisy guwernantki sa celne, swietne i pelne humoru.  Pewnego dnia, dochodzi niechcacy do malego pozaru- zapalila sie choinka. Interwencja strazy pozarnej przykula uwage calej dzielnicy, a z pewnoscia zmienila zycie Mademoiselle poniewaz ta zakochuje sie w polskim strazaku, ktory kompletnie nie zwrocil uwagi na jej olsniewajaca urode. Ale co zrobic, by zobaczyc go ponownie?  Oczywiscie, nalezy wywolac pozar! Do swoich malych intryg wlacza swoja podopieczna- Carlote. Od tej pory obie przezyja szereg przygod....i z jakimi skutkami!!! Na pewno znaczenie ma pasja Carloty- ''wynajdowanie wynalazkow". Tak wiec maja obie plan. Wszystko to opisane oczami Carloty, niesposob oderwac sie od tej lektury. Bardzo oryginalna opowiesc, z bohaterami, ktorych lubi sie od pierwszej strony.

Czytam to , co napisalam i wcale nie oddaje to nawet w najmniejszym stopniu, uroku tej ksiazki. To nie jest bajeczka, zadna Mary Poppins-historia, tylko swietnie napisana opowiesc o tym, do czego potrafi byc zdolna mloda kobieta. Co potrafimy zrobic dla mezczyzn, czego nigdy oni nie sa w stanie dostrzec.
Polecam goraco. Mademoiselle to na jakis sposob, kazda z nas...;)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Z literatury niemieckiej..

wtorek, 22 czerwca 2010 0:01
 " Blekitna sukienka" Doris Dorrie podrozowala ze mna dosc dlugo w torebce i dziwnym trafem nie moglam za nia sie zabrac. No, ale przyszedl jej czas. Znow uswiadomilam sobie, ze choc temat straty poruszany jest notorycznie w literaturze, ciagle jednak mozna sportretowac uczucie pustki w sposob nietrywialny i nie nudnawy. Czasem jest to sprawa polaczenia dobrego jezyka z symbolika, jak w tym przypadku, moim zdaniem.
Babette traci meza w wypadku podczas wakacji na Bali. Otchlan rozpaczy wciaga ja mocno a zal trawi od srodka. Traci jakakolwiek chec  do zycia. Pewnego dnia Babette natrafia na butik prowadzony przez pare homoseksualistow: Floriana i Alfreda.  Jeszcze nie wie, ze blekitna sukienka, ktora kupi, odmieni jej zycie i pozyska przyjaciela..
Dobra lektura o procesie otwierania serca na nowo i budowania ponownie od podstaw swojego zycia. Uczenie sie przezywania radosci i milosci pokonujac mozolnie strach. Jesli szukamy mocnych wrazen, nie jest to dobry wybor na czytelniczy wieczor. Mamy tu natomiast spokojna, wciagajaca historia o przyjazni, ktora rodzi sie z bolu i podobnych, tragicznych przezyc dwojga ludzi.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Rok 2005- Nobel dla angielskiego dramaturga- Harold Pinter

niedziela, 20 czerwca 2010 12:50
 Gdyby nie moja podroz przez ksiazki noblistow, do tej pory nie wiedzialabym kim jest Harold Pinter. Zakupilam opasly tom jego zebranych dramatow, okraszony klarownym, rzetelnym wstepem. Podeszlam dosc podejrzliwie, bo jako wielka fanka Tenneesse Williamsa, mocno zakochana w jego wszystkich dramatch, wiedzialam, ze nic innego nie spodoba mi sie rowniez zarliwie.I choc moje przypuszczenia sie sprawdzily, smiem jednak twierdzic, ze zauwazylam cos wyjatkowego w tworczosci Harolda Pintera.

" Pokoj" - sztuka ta powstala w zaledwie kilka dni. W mrozny, zimowy dzien, Rose podaje z rana sniadanie swojemu mezowi. Oboje sa w srednim wieku, niedawno przeprowadzili sie do starej, duzej kamienicy. Maz milczy, je, ubiera sie i wychodzi. Za to Rose monologuje, i dlatego mozemy dowiedziec sie o nich jakis pobieznych informacji. Niedlugo po wyjsciu meza, przychodzi Kidd - wlasciciel kamienicy. Rose nie moze niczego od niego sie dowiedziec. Pomimo, ze Kidd przychodzi z jakims interesem - jest on nieokreslony i niesprecyzowany. Pozniej pojawia sie mlode malzenstwo, ktore twierdzi, ze maja zgode na wynajecie pokoju, w ktorym mieszka Rose. Atmosfera strachu ciagle rosnie i doprowadza do tragedii...

Trudno moze logicznie opowiedziec te historie, przypomina to troszke sen, gdzie panuje strach, poczucie zagrozenia i dialogi, z ktorych nic nie wynika. Ale jednoczesnie, ten dramat jest przystepny, prosto napisany i wcale nie gubi sie watku.
Harold Pinter pokazuje na podstawie tego dramatu, jak ludzie mowia '' nie do siebie", ale ''obok siebie". Twierdzi, ze suma wypowiedzianych slow bywa  odwrotnie propocjonalna do stopnia osiagnietego przez rozmowcow kontaktu i zrozumienia. " Pokoj" mial na celu podkreslenie znaczenia trudnosci kontaktu, dezintegracji, wieloznacznosci sytuacji i stosunkow miedzyludzkich.
Sympatyczna lektura, choc nie powiem, zebym sie zachwycila. Na pewno jednak warto poznac i przeczytac.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Lekko ale ciekawie i niebanalnie..

piątek, 18 czerwca 2010 0:44

" Wszyscy nosimy w glowie obraz tego, jak powinno wygladac nasze zycie, namalowany pedzlem naszych pragnien i celow. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje sie, ze ono nigdy nie wyglada tak, jak sobie wyobrazalismy. W tym tkwi najwieksza tajemnica czlowieczenstwa. Choc wolimy w to nie wierzyc, zycie w znacznej czesci jest tylko reakcja na okolicznosci"

Nie wiem dlaczego dopiero teraz wzielam do reki te ksiazke z mojej polki. Okladka nudna i beznadziejna, a tresc tak madra, przyjemna i ciepla. Rzadko mam do czynienia z czytadlem babskim, gdzie historia milosna jest mocno i gleboko oparta na zyciowych prawdach i przeslaniach ale bez gornolotnego nastroju.
“Slonecznik” to pelna uroku opowiesc przygodowa, ktora wskrzesza wiare w proste zasady i prawdy , a przede wszystkim, przypomina nam w jak chorej , ulomnej cywilizacji zyjemy.

Christina za namowa przyjaciolki, wyjezdza wraz z nia na misje humanitarna do Peru. Jest to decyzja dosc szalona i nie do konca zrozumiala dla niej samej- ale po swiezych, slonych dramatach, ktore wydarzyly sie w jej zyciu- w sumie wszystko jej jedno. Christina na miejscu spotyka Paula Cook'a. Choc tak malo o sobie wiedza, cos jak magnez przyciaga ich do siebie. Paul rowniez znalazl sie w Peru, by zapomniec o wlasnych porazkach i przykrych doswiadczeniach. Oboje sa na zakrecie. Powoli, przemierzajac dzungle, budujac szkoly dla dzieci, rodzi sie miedzy nimi nie tylko uczucie, ale tez i swiadomosc, na czym tak naprawde polega czlowieczenstwo i sens zycia.
 
Lektura stawia do pionu. Bardzo ciepla, sloneczna i madra. To, co proste i oczywiste, w naszym swiecie zanika za sprawa rozwoju cywilizacji. I warto przeczytac te opowiesc, chocby dla przypomnienia sobie, ze wszystkie zmiany w zyciu sa nam potrzebe, ze maja swoj sens, choc czesto poczatkowo sa owiane ogromnym strachem.A przeciez zycie to lancuszek zmian i bez nich, nigdy nie mozna zrobic kroku naprzod.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Krotka lektura, mocne mysli..

środa, 16 czerwca 2010 1:15
 Dziwna sprawa. Zadna z ksiazek Amelie Nothomb nie powalila mnie z nog, nie uwolnila buchajacych zachwytow z mojego serce - a jednoczesnie ciagle siegam po nastepne.

Bohater "Dziennika Jaskolki" zmienia jak rekawiczki, swoja tozsamosc. Najpierw jest kurierem, by nastepnie za sprawa ogromnego zawodu milosnego, przeistoczyc sie w bezczelnego morderce.  Pomaga mu w tym z pewnoscia fakt, iz jako remedium na zlamane serce wybral- odciecie sie od jakichkolwiek emocji. Krwawa praca na zlecenie daje mu wiec wiele satysfakcji. Nie patyczkuje sie z niczym, podchodzi profesjonalnie do kolejnych zadan. Jest praktyczny, zwinny i myslacy wiec sukcesywnie zabija kolejne osoby. Az do pewnego dnia...gdy znaleziony dziennik pewnej dziewczynki zmienia stan rzeczy...

Mysle, ze to chyba sprawa oryginalnej tresci, historii, ktora tworzy pisarka, w polaczeniu z latwo przyswajalnym jezykiem, daje ciekawy efekt. Nietuzinkowe historie zawieraja w sobie niepozorne elementy, ktore w jakis sposob we fragmentach czy w jednej szczypcie, sa bliskie kazdemu z nas. Moze to ludzki instynkt, moze odwaga i wolnosc, za ktora w pelni teskni kazdy z nas.
Nie wiem.
W kazdym razie, cos w tych ksiazkach niesamowitego jest.  I dlatego je czytam.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Rok 2004- Nobel dla austriackiej pisarki- Elfriede Jelinek

wtorek, 15 czerwca 2010 0:41
 Ochoczo zabralam sie za te powiesc aby  za chwile, rowniez szybciutko zmuszac sie do dalszego czytania. Mozliwe, ze niefortunnie dokonalam wyboru lektury, bo stwierdzam, ze  nie byla to przyjemna podroz czytelnicza. Nie podobalo mi sie doslownie wszystko poza zapachem papieru, na ktorym drukuje ksiazki wydawnictwo W.A.B - w sumie chcialabym miec takie perfumy, ciekawe jakby sie prezentowaly na skorze. Prostokatny flakonik o nazwie ‘’El Libro” w opakowaniu przypominajacym ksiazke. No, ale. Niech nie ponosi mnie wyobraznia. Wracajac do rzeczy:

Styl, sposob narracji, rozwiniecie watkow "Pozadania"- ciezko , nieprzystepnie, niewciagajaco, niezachecajaco, niebywale odpychajaco i nudno. 
Pisarka nie oszczedza nikogo w swojej ksiazce, w ktorej przedstawia nam pewna rodzine. Kazdy bohater jest obsypany, jak ciastko pudrem, ciezkimi cechami, potwornymi zwyczajami i paskudnymi cechami. Glowa rodziny, czyli Ojciec, to dyrektor fabryki papierniczej. Swoja zona pomiata, z usmiechem stosuje wobec niej metody sadystyczne jako ewidentny zboczony erotoman - a ta niczym posluszny piesek jest ulegla i zgadza sie na wszystko. Do czasu, gdy postanawia zostawic meza za sprawa mlodego studenta, ktorego poznala, rowniez w "ciezkich warunkach"- mianowicie ten znalazl ja pijana w sniegu. Kazdy bohater irytuje do granic mozliwosci. Wiele ludzi, ktorzy czytalo te ksiazke, zachwyca sie jezykiem –twierdzac, ze to dzieki niemu ksiazka jest tak wspaniala. Do mnie nie przemawia jezyk - byl jak kamien, ktorego ani nie chce sie ogladac ani nie mozna przesunac, nie mowiac juz o tym, aby sie nim specjalnie cieszyc.
Trudno bedzie mi po tej lekturze siegnac po inne ksiazki tej wybitnej i uznanej pisarki. Zrazilam sie strasznie. Nie trescia. A forma najbardziej.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  37 018  

O mnie

Wszystko zaczyna sie od ciekawosci swiata. Pasja do czytania przeplata sie z miloscia do podrozy, ktore spowodowaly, ze mowie czterema jezykami. Mam slabosci do muzyki, ludzi i otwartych serc. Staram sie zyc jak najpelniej. Czasem sie udaje.

Lubię to